Blog poświęcony rozwojowi osobistemu, duchowemu i religijnemu pisany przez wieloletniego Praktyka.
Belka

Popularne posty:

Belka

Menu:

Belka

Polecane strony:

Samobójca z depresją

Strona dla osób zmagających się z własną niemocą.


Wiara jest super

Blog o pogłębianiu i ożywianiu swojej wiary.


Wiedza jest super

Blog o szeroko rozumianej wiedzy.


Zabawne obrazki

Strona z zabawnymi obrazkami.


Recenzje stron

Wartościowe opisy i rekomendacje stron internetowych. Polecam!


Belka
czwartek, 18 lutego 2016

5. Stres

    Stres w połączeniu z depresją omija w dużej mierze nasz dotychczasowy proces rozważania decyzji o odebraniu sobie życia (jak to było w przypadku samej depresji) i w związku z tym przyśpiesza ten akt. Pod wpływem dużego stresu nasze dotychczasowe wątpliwości, zastanawianie się, czy popełnić samobójstwo, są wypierane przez silniejszy bodziec, który podaje gotowe rozwiązanie: trzeba ze sobą skończyć. Nie myśląc długo, człowiek dokonuje tego aktu w sposób w dużej mierze ubezwłasnowolniony, ponieważ akt ten nie jest wynikiem podjęcia przez niego świadomej decyzji, tylko jest to akt emocjonalny, z pominięciem logiki.

    Zwracajmy uwagę na to, co dzieje się w nas i jaka jest nasza reakcja na otaczającą rzeczywistość – to pozwoli nam zawczasu podjąć działania i przeciwdziałać zaostrzeniu się sytuacji.

 

6. Negatywne emocje

    Kontynuacją poprzedniego punktu są wszelkie negatywne emocje, które podobnie jak stres mogą ubezwłasnowolnić naszą decyzję o popełnieniu samobójstwa. Zwracaliśmy już uwagę w poprzednich poradnikach na to, jak wiele złego mogą emocje wnieść w nasze życie. W przypadku skłonności samobójczych jest to o tyle istotne, że samobójstwa nie będzie można cofnąć. Kontrolujmy zatem swoje emocje, aby nie podjęły za nas decyzji o odebraniu sobie życia.

 

7. Problemy

    Ostatnim czynnikiem zwiększającym prawdopodobieństwo popełnienia samobójstwa, jaki opiszemy, są różnego rodzaju problemy (osobiste, finansowe, miłosne) lub ich nałożenie się na siebie. Mogą one być źródłem, z którego wypływają nasze myśli o samobójstwie jako rozwiązanie tych problemów, ale mogą być także czynnikiem inicjującym, kiedy na nasze problemy z psychiką lub depresją nałożą się jeszcze owe problemy – wtedy nas dobijają, każąc woli, w tym natłoku niesprzyjających okoliczności, skończyć z tym wszystkim raz na zawsze.

    Odpowiednie kierowanie swoim życiem i budowanie go na mocnych fundamentach, także tych emocjonalnych i psychicznych pomaga nam zminimalizować ryzyko podjęcia decyzji o samobójstwie jako rozwiązaniu swoich problemów, niemocy lub „beznadziejnego” życia. Dużo na ten temat piszemy w poradniku pt. „Jak zmienić swoje życie”, więc nie będziemy tego tematu tu dalej rozwijać.


samobójstwo

 

< Wstecz    1...3/3

 

 

Ciekawe artykuły:

 

    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.



poniedziałek, 15 lutego 2016

Polecane materiały (książki, e-booki i audiobooki):

 e-booki  e-booki  e-booki  e-booki

 

    Jak widzimy z powyższych przykładów, dawanie sobie drobnej nadziei, a co za tym idzie i pozytywnej energii, nie jest zadaniem wyjątkowo trudnym. Ograniczać nas może jedynie wyobraźnia, bo nie ma takiej rzeczy lub zdarzenia, których nie moglibyśmy wykorzystać z korzyścią dla siebie. Oto przykład: za oknem pada deszcz, a planowaliśmy iść na spacer. Czy to jest dla nas porażka? Nie. Możemy zaraz z tego zbudować kolejną nadzieję: „O, to dobrze. Będę mógł sobie coś w domu zrobić lub trochę poleniuchować”.

samobójstwo

 

3. Osamotnienie

    Kolejnym czynnikiem zwiększającym prawdopodobieństwo popełnienia samobójstwa jest osamotnienie. Celowo nie używamy tu słowa „samotność”, gdyż jest ono zbyt zawężające temat. Nie tylko w samotności człowiek może być sam. Równie dobrze może czuć się osamotniony, gdy wokół niego jest dużo ludzi, nawet najbliższych. Problem ten dotyka przede wszystkim osoby wrażliwe lub depresyjne. Pomimo tego, że nie są sami, to jednak w swoim otoczeniu czują się osamotnieni, bo: nikt ich nie rozumie, nie zna i nie chce poznać ich problemów – każdy jest zajęty sobą i uważa, że wyolbrzymiają swoje problemy, każą dorosnąć, nie rozumiejąc, że to z naszej strony nie jest dziecinada, tylko atak Ciemności, który ogarnął naszą psychikę.

    To niezrozumienie z jednej strony i ignorancja z drugiej, wywołują w nas poczucie osamotnienia. Zamiast wsparcia otrzymujemy niezrozumienie, zamiast zrozumienia otrzymujemy krytykę bądź atak. Do tego dochodzi jeszcze ślepota bliskich, którzy nie dostrzegają, jaki dramat rozgrywa się w nas – przechodzą lub siadają obok, po jakimś czasie znowu nas mijają, czasem coś do nas mówią, ale nic nie widzą, co najwyżej skrytykują nas, że jesteśmy zbyt smutni, ospali lub zniechęceni, nazywają nas dziwakiem, odmieńcem, każą wziąć się za siebie, zmienić się, i odchodzą, pozostawiając nas dalej samym sobie.

    Rozrastające się w nas osamotnienie, poczucie, że nikt nas nie rozumie i w związku z tym nie możemy liczyć na wsparcie nikogo ze swojego otoczenia, w połączeniu z własną bezsilnością i depresją, wzmaga przekonanie, że odebranie sobie życia to dobre rozwiązanie, może nie najlepsze, ale bynajmniej kończące naszą gehennę.

    Mając świadomość powyższych zagrożeń, szukajmy zatem wsparcia lub pomocy u innych. Skoro nie możemy liczyć na bliskich (co też nie jest ich winą – często są to ludzie prości, którzy nie mają żadnej wiedzy na temat depresji), poszukajmy wsparcia gdzie indziej: u swoich znajomych, przyjaciół, sąsiadów (jeżeli mamy takie godne zaufania osoby), nie bójmy się też poszukać tego wsparcia u psychologa – po to on jest. Nie dajmy sobie wmówić, że skoro korzystamy z pomocy psychologa, to znaczy, że jesteśmy wariatem. Człowiek potrzebuje dzielić swoje smutki i troski z drugim człowiekiem – samo „wygadanie się”, wyrzucenie tego z siebie często pomaga, tak samo, jak pomaga czyjeś powiedzenie do nas „Nie martw się...”, „głowa do góry!”, „wszystko będzie dobrze...”. Nie zamykajmy się więc w sobie, bo przybliżamy się tym do śmierci.

samobójstwo

 

4. Nieleczona depresja

    Skoro wspomnieliśmy już o psychologu i depresji – oto kolejny czynnik: zaostrzenie przebiegu choroby depresyjnej. Przyczyn samobójstwa jest wiele, a jego głównym źródłem jest depresja, która występuje w nas jako reakcja na naszą sytuację życiową lub jako choroba psychiki. Z punktu widzenia popełnienia samobójstwa, obie formy są dla nas równie niebezpieczne, ponieważ mają podobny przebieg. Różnią się tym, że tak jak pierwsza nachodzi nas w konkretnym (jednorazowym) przypadku, tak druga jest stale w nas zakorzeniona, bo jest efektem źle pracującej psychiki.

    Obserwując w sobie oznaki depresji, zwłaszcza jeżeli jesteśmy osobami depresyjnymi, a to kolejny nawrót choroby, musimy temu przeciwdziałać, aby depresja nie mogła się w pełni rozwinąć, bo jeżeli zaostrzy swój przebieg, to stąd już tylko krok do odebrania sobie życia. Nieleczona lub pozostawiona samej sobie depresja zwiększa prawdopodobieństwo, że konsekwencją tego będzie samobójstwo, a jeżeli nie samobójstwo, to z pewnością powolna degradacja naszego życia – któregoś dnia stwierdzimy, że nie mamy nawet siły wstać z łóżka, że to wymaga z naszej strony zbyt wiele energii. Zostaniemy całkowicie zniewoleni przez chorobę.

depresja

 

< Wstecz    2/3    Dalej >

 

 

  e-booki  e-booki  e-booki  e-booki

 

Ciekawe artykuły:

 

    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.



piątek, 12 lutego 2016

Polecane materiały (książki, e-booki i audiobooki):

e-booki  e-booki  e-booki  e-booki

 

    Zmagając się z myślami samobójczymi lub obserwując w sobie skłonności samobójcze, nieocenioną pomocą jest wiedza na temat czynników zwiększających ryzyko podjęcia tej ostatecznej decyzji. Będąc ich świadomym, możemy próbować zawczasu je minimalizować lub nawet nie dopuścić do ich rozwinięcia. Kiedy się rozwiną może już być po prostu za późno na przeciwstawienie się im.

    Dobrym tego przykładem będzie moja postawa, jaką wyrobiłem w sobie na podstawie znajomości tych zagrożeń oraz wniosków wyciągniętych z doświadczeń moich poprzedników. Otóż jednym z takich czynników zwiększających prawdopodobieństwo popełnienia samobójstwa jest alkohol. Pod jego wpływem moi poprzednicy w rodzinie odbierali sobie życie. Wiedząc o tym, w połączeniu z ogólną prawdą, że alkohol osłabia wolę i ogranicza logiczne (nomen omen trzeźwe) myślenie i nie chcąc, aby to alkohol podjął za mnie decyzję, postanowiłem nie tylko nie upijać się, ale zrezygnować z niego całkowicie. W ten sposób realnie walczę o swoje życie. To tak, jakby dwoje ludzi próbowało znaleźć się w zimie po drugiej stronie jeziora i jeden mówi: „Chodźmy na skróty – jezioro jest zamarznięte”. Drugi, bardziej przezorny odpowiada, że woli jednak obejść (dla pewności) jezioro dookoła. Przechodząc przez zamarznięte jezioro, pojawia się ryzyko, że w którymś miejscu lód okaże się za słaby, aby nas utrzymać i narazimy się na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia.

    Podejmując konkretne decyzje mamy realny wpływ na nasze dalsze życie. Jeżeli wiemy, że dane czynniki, sytuacje mogą okazać się dla nas zgubne, unikajmy ich lub postarajmy się zrobić z nimi porządek.

    Przykłady powyższe pokazują, jak ważna jest znajomość zagrożeń i czynników, które je wywołują lub wzmacniają. Podejmując decyzję o przeciwstawieniu się skłonnościom samobójczym, musimy na takie rzeczy zwracać uwagę i tak kształtować swoją rzeczywistość, aby niepotrzebnie nie wzmagać w sobie chęci do odebrania sobie życia. Jest to jedno z podstawowych działań: z jednej strony osłabiamy te myśli i skłonności, a z drugiej, coraz bardziej wikłamy się w życie i w tę stronę kierujemy nasz wzrok i zainteresowanie.


Czynniki zwiększające samobójstwo

   

    Opiszemy teraz pokrótce czynniki, które zwiększają prawdopodobieństwo podjęcia decyzji o odebraniu sobie życia.

 

 

1. Alkohol

    Wspominaliśmy już wielokrotnie w różnych poradnikach, że alkohol nie jest sprzymierzeńcem dla tych, którzy chcą odmienić swój los. Nie inaczej jest i w tym przypadku, a może nawet tym bardziej, gdyż mając zaburzoną świadomość przez alkohol, nie możemy jasno ocenić swojej sytuacji i zwiększa się prawdopodobieństwo, że do głosu dojdą myśli irracjonalne, jak chociażby właśnie takie, że już najwyższy czas skończyć ze sobą.

    Jeżeli jesteśmy zdeterminowani, aby walczyć o swoje życie, to nie powinniśmy się upijać. Ponieważ jednak alkohol osłabia naszą wolę i logiczne myślenie, więc po wypiciu niegroźnej ilości alkoholu, istnieje ryzyko, że posmakowawszy, wypijemy więcej i nici z naszego postanowienia, aby się nie upijać. Miałem do czynienia z takimi ludźmi pracując swego czasu jako barman. Przychodzili oni dosłownie na kielicha, bo obiecali sobie lub żonie, że nie będą pić. Prawie nigdy im się to jednak nie udawało. Po pierwszym kieliszku był za chwilę drugi (na drugą nogę), a potem to już samo szło... Zawsze wychodzili pijani.

    Dobrze oceńmy nasze możliwości, a póki nie poradzimy sobie ze swoim samobójczym problemem, lepiej powstrzymajmy się całkowicie od alkoholu – taka jest moja rada.

 

2. Brak nadziei i celu w życiu

    W poradniku pt. „Jak zmienić swoje życie” wykazywaliśmy już, że stawianie sobie życiowych celów, celów dalekosiężnych, jest bardzo dobrym motorem, źródłem dającym nam energię do bieżących działań poprawiających nasze życie.

    Kiedy najłatwiej odebrać sobie życie? Wtedy, gdy nie mamy już nadziei, kiedy uznamy, że wszystko, co miało się zdarzyć, już się zdarzyło. Trzeba mieć tego świadomość i dążyć do tego, aby poprzez swoje działania zawsze budować w sobie nadzieję. Określenie dla siebie celów w życiu jest jednym z przykładów dawania sobie właśnie nadziei: Jak się zaangażuję, będę działał, to czeka mnie nagroda w postaci zrealizowania owego celu, chociażby np. zmiany swojego życia.

    Nadzieję można dawać sobie w różny sposób. Wcale nie muszą to być tak dalekosiężne plany, jak cele w życiu. Wbrew pozorom istotne znaczenie będą miały także te zupełnie drobne nadzieje, które dotyczą następnego dnia. W ten sposób możemy z początku przeciągać swoje życie z jednego dnia na drugi. W późniejszym czasie, gdy będziemy mieli w sobie więcej siły, nie będą one już tak istotne, będziemy mogli określać większe cele, a co za tym idzie – budować z tego większą nadzieję.

    Będąc obezwładnionym przez myśli samobójcze, budujmy w sobie każdą, nawet najmniejszą nadzieję. Może to być np. nadzieja, że jutro po przeczytaniu tego (lub innego) poradnika coś się realnie zmieni w naszym życiu, albo, że wieczorem zamierzamy poszukać w internecie kolejnych informacji lub technik, które pomogą nam uporać się z naszym problemem, albo: za tydzień dostaniemy wypłatę, i część pieniędzy sobie odłożymy – w ten sposób zadbamy o siebie i swoją przyszłość.

    Mogą też być jeszcze mniejsze nadzieje jak np., że na obiad zjemy swoje ulubione danie, lub: jutro kupimy sobie nową gazetę (czasopismo) – może będzie coś ciekawego, lub: mamy nadzieję, że jutro będzie ładna pogoda – jak będzie, to pójdziemy sobie na spacer...

samobójstwo

    Ciąg dalszy artykułu -->>

 

 

 e-booki  e-booki  e-booki  e-booki

 

Ciekawe artykuły:

 

    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.

 



sobota, 06 lutego 2016

    Analizując przypadek mężczyzny, można stwierdzić, iż pomimo właściwego rozpoznania przez niego problemu, nie dokończył tej analizy, nie poszedł dalej. Podobnie jak w poprzednim przykładzie zatrzymał się na pierwszej akceptowalnej przez jego psychikę granicy, czyli uznaniu, że to przede wszystkim oni są winni – on jest tylko ich niewinną ofiarą, a jeżeli jest w tym jego wina, to niewielka.

    Nie trwało zbyt długo uświadomienie mężczyźnie błędów, jakie w swojej analizie popełnił. Najważniejszy z nich polegał na wykazaniu, że jednak jest znacznie więcej winy po jego stronie, niż dotąd mu się wydawało. W życiu jest tak, że w dużej mierze to my sami kreujemy rzeczywistość wokół siebie. Mężczyzna jak najbardziej miał prawo nie interesować się piłką i nie grać w nią razem z pozostałymi na przerwach szkolnych, miał także prawo dochować wierności swoim ideałom, jeżeli ktoś próbował na nim wymusić zachowanie sprzeczne z jego naturą czy poglądami. Nie tu leży źródło problemu. Problem jest w tym, w jaki sposób to przedstawiał. Jeżeli w sposób nieprzyjemny, arogancki, wręcz pogardliwy, często ostentacyjnie wyrażał swoje zdanie, zwłaszcza swoją odmienność, nie może się dziwić, że szybko stał się celem ataków. Skoro sam rozsiewał wokół siebie negatywną energię i często dawał innym do zrozumienia, że uważa ich za gorszych od siebie, to naprawdę nic więcej nie trzeba robić. Jest to wystarczający bodziec dla grupy rówieśniczej, która zachowuje się jak zgraja wróbli, tzn. zadziobią każdego, kto nie jest taki jak one.


Jak uwolnić się od negatywnych wspomnień

 

    Pozostaje jeszcze kwestia bardziej ogólna: kiedy mamy ze sobą problem, w sposób nieświadomy rozsiewamy wokół siebie negatywną energię, chociażby poprzez krzywe spojrzenie, brak uśmiechu, życzliwości, wybuchowość, oschłość w głosie... Inni zaraz wyczuwają to i – także w sposób często nieuświadomiony – reagują na nas w sposób równie negatywny. Zawsze wtedy znajdą się osoby, które wezmą nas na cel, bo będziemy dla nich „inni”. Zauważył to sam mężczyzna, podając, że teraz, kiedy jest bardziej życzliwy dla innych, to już problemów z ludźmi nie ma, ale niestety wspomnienia i uraz z przeszłości pozostał.

    Zagłębiając się bardziej w źródła problemu, nie chodzi o to, aby wykazać, że tak naprawdę sami jesteśmy sobie winni, ale o to, aby przedstawić i przyjąć obiektywną prawdę, a ta – w przypadku naszego bohatera – ujawnia, że reagował negatywnie na rzeczywistość, którą w dużej mierze sam wytwarzał. Nie należy tego bynajmniej rozpamiętywać, tym bardziej że miało to miejsce dawno, dawno temu, a owo działanie nie wynikało przecież ze złej woli mężczyzny, tylko z jego braku ogłady towarzyskiej, a przede wszystkim z takiej, a nie innej natury. W późniejszym czasie zmienił się i poprawił swoje relacje z ludźmi, chociażby zrozumiawszy, że nie trzeba zawsze mówić wszystkiego, co się myśli lub, że tak naprawdę ludzie w większości przypadków źle przyjmują prawdę o sobie, więc lepiej im jej po prostu nie mówić.

    Po zrozumieniu przez mężczyznę prawdy o swojej młodości pojawił się kolejny problem: „W porządku, to wszystko prawda i zgadzam się z nią, nie zmienia to jednak faktu, że ludzie są podli i często krzywdzą innych bez powodu”. Polemizując z tego typu wyobrażeniami, najlepiej wykorzystać do tego logikę, konfrontację z rzeczywistością. Oto kilka przykładowych odpowiedzi:

 

    – W pana rodzinie jest zapewne kilkadziesiąt osób. Ile z nich uznałby pan za osoby podłe?

    – W pana bloku (ulicy, osiedlu) mieszka kilkanaście rodzin, w sumie prawie sto osób. Ilu z nich pokazało swoją podłość?

    – Proszę sobie przypomnieć wszystkie podłe osoby, jakie pan zna osobiście i zestawić je z pozostałymi osobami. Jaki jest to odsetek? Niewielki, prawda?

 

    W każdym społeczeństwie, w każdej grupie ludzi zawsze znajdą się osoby złe lub takie, które w danej chwili zachowają się nieodpowiednio, chociaż tak na co dzień są osobami „do rany przyłóż” – w tym dniu jednak miały akurat zły dzień. My też przecież czasem popełniamy błędy, zachowując się w różny sposób, nie zawsze przynoszący nam chlubę, ale nie można tego rozszerzać na wszystkich ludzi. Owszem, w różnych skrajnych sytuacjach ludzie mogą się zachować podle, ale nie jest to reguła, co potwierdzają przypadki z drugiej wojny światowej, chociażby z Oświęcimia, że nawet w tak skrajnych przypadkach wielu zachowało swoją przyzwoitość i człowieczeństwo. Z drugiej strony inni ludzie wcale tak bardzo nie różnią się od nas, bo my sami tak do końca nie wiemy, jak się zachowamy w jakiejś skrajnej sytuacji.

    To zrównanie innych ludzi ze sobą pomaga nam zrozumieć, że to, czy jakiś człowiek jest dobry, czy zły, w dużej mierze zależy od sytuacji i od naprawdę wielu, wielu różnych czynników (emocje, choroba, a nawet zwykłe niewyspanie). Należy po prostu tego nie roztrząsać tylko przyjąć jako część natury ludzkiej, w tym także i naszej. Zamiast wyobrażać sobie, jacy to ludzie są podli, lepiej przyjmować ich w sposób realny, takimi, jacy akurat są w danej chwili. Szybko wtedy zauważymy, że wokół nas nie ma ludzi podłych, że jest to błędne wyobrażenie naszej psychiki.

    Powyższe ustalenia w zasadzie są już wystarczające do tego, aby na gruncie czysto logicznym móc zmienić swoją mentalność i podejście do ludzi, ale metoda uwalniania przeszłości szybciej pomoże nam uporać się z takim problemem, wzbogacając nas dodatkowo o oczyszczenie emocjonalne i doświadczenie wybaczania, które w dalszym życiu okaże się nam bardzo pomocne.

    W przypadku opisywanego przez nas mężczyzny nie ma jednego negatywnego wspomnienia, które należy z naszej psychiki uwolnić, tak jak to było w poprzednim przykładzie kobiety zdradzonej przez męża. Tutaj mamy wiele takich doświadczeń z przeszłości, które zatruwają nasz umysł. One wszystkie muszą zostać przerobione. Do dyspozycji mamy dwa sposoby: albo zaczynamy od kilku drobnych wspomnień, niejako dla rozgrzewki, aby się wprawić i potem przechodzimy do tych bardziej bolesnych wspomnień, albo od razu uwalniamy te największe, licząc na to, że te malutkie źródełka goryczy zostaną przez naszą psychikę uwolnione same, niejako przy okazji. Ma to swój sens, gdyż radząc sobie z dużymi problemami, po ich przezwyciężeniu potem wystarczy już czasem dmuchnąć, aby drobne problemy same rozsypały się w proch. To jest właśnie to doświadczenie wybaczania. W późniejszym czasie drobne urazy, ale często także i większe (dużo w tej materii będzie zależało od nas) będą „rozbrajane” z marszu, a nasze problemy z negatywnymi wspomnieniami nie będą się już powtarzały.

 

    Oba przedstawione przez nas przykłady pokazują częste problemy osób stosujących metodę uwalniania przeszłości. Nie da ona pełnych efektów bez „uczłowieczenia” naszego krzywdziciela i bez szczerego wybaczenia mu. Nawet jeżeli uda się nam doprowadzić do jego odejścia z naszej pamięci, to bez pełnego wybaczenia zawsze pozostanie jakaś ranka, zadra, która będzie sączyła z siebie coś negatywnego, pomimo tego, iż główny problem zniknął. Może to być smutek, żal, niechęć do tej osoby, gorycz, oschłość emocjonalna, zgorzknienie, a nawet fobia lub nerwica lękowa.

    Metoda uwalniania przeszłości uwalnia nas nie tylko od naszego krzywdziciela, ale także od nas samych, od własnej negatywnej emocjonalności, mentalności i niedoskonałości, dlatego jest tak pomocna i skuteczna.

    Mam nadzieję, że niniejsze Refleksje pomogą lepiej zrozumieć metodę uwalniania przeszłości i przyczynią się do jej lepszego wykorzystania w praktyce. Za wszystkich zmagających się z własną przeszłością trzymam kciuki. Powodzenia!

 

< Wstecz    1...5/5

 

 

Ciekawe artykuły:

 

    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.

 

 

poniedziałek, 01 lutego 2016

    Analizując teraz całościowo małżeństwo naszej bohaterki, znając w pełni łańcuch przyczynowo-skutkowy, możemy zrozumieć, jak doszło do zdrady męża i jego decyzji o porzuceniu żony. Wszystko zaczęło się od naturalnych cech obu małżonków. Zaraz po ślubie, gdy zamieszkali razem, okazało się, że mąż jest dużym bałaganiarzem i nie dba o porządek w domu, co strasznie irytowało małżonkę, która przyzwyczajona była do porządku. Zaczęła więc zwracać mężowi uwagę, ale ponieważ to notoryczny bałaganiarz, więc nic się nie zmieniło. Jako że kobieta jest dosyć wybuchowa, więc szybko pojawiły się pierwsze kłótnie w związku z tym: „No, ile można mówić i prosić o to samo?!”. W reakcji na „zrzędliwość” żony, małżonek zaczął po prostu wychodzić z domu, aby nie brać w tym udziału. Jego bałaganiarstwo przecież nie wynikało ze złej woli, tylko z takiej natury – on po prostu nie dostrzegał problemu, nie myślał o tym.

    Coraz częstsze kłótnie i opuszczanie domu przez męża zapoczątkowały w nim pierwsze rozluźnienie więzi z żoną. Wracając ze swoich „spacerów” wypity lub pijany, doprowadził do tego, że pod względem seksualnym żona nabrała do niego niechęci i już nie godziła się tak często na seks. To jeszcze bardziej odsunęło go od żony, tym razem już nie tylko emocjonalnie, ale także mentalnie. To, coraz większe oddalanie się męża było główną przyczyną jego przyszłej zdrady. Któregoś dnia bowiem, w knajpie, pracy, sklepie, na spacerze, gdziekolwiek, zazwyczaj przypadkowo poznał kobietę, z którą wymienił spojrzenie, uśmiech lub zamienił kilka zdań. Potem, znowu przypadkiem natknęli się na siebie. Zaczęli rozmawiać i szybko okazało się, że świetnie się rozumieją, że bardzo dobrze im się ze sobą rozmawia. Postanowili więc spotkać się ze sobą, aby móc dłużej porozmawiać. Kim jest ta kobieta? Może to być osoba, która tak jak on nie była rozumiana w związku lub może to być samotna kobieta, która czeka na swego księcia z bajki. Rozmowy i mile spędzony czas sprawiają, że zaczyna wytwarzać się między nimi bliska więź, która prędzej czy później zostaje przypieczętowana seksem. W ramionach nowej kobiety mężczyzna odnalazł to wszystko, czego brakowało mu u żony: ciepło, zrozumienie, delikatność, no i seks. Powiększająca się bliskość między nimi wyparła resztki uczucia do żony. Gdy sprawa się wydała, nie trudno było podjąć decyzję o opuszczeniu żony – miał teraz przecież nową kobietę, lepszą...

    Odkrycie, że część winy leży po stronie naszej bohaterki, choć wiele ją kosztujące, w końcu pomogło jej spojrzeć na całą sytuację chłodnym okiem i wybaczyć swojemu mężowi. Chciała nawet ratować małżeństwo i zacząć wszystko od nowa, ale mąż nie wykazał takiej gotowości – nie wrócił do niej. Szybko więc w sercu kobiety pojawiła się nowa rana, a negatywne myśli zaczęły zalewać jej umysł: „A więc nic już dla niego nie znaczę...” – rozpamiętywała każdego dnia. Po kilku miesiącach jednak zebrała się w sobie i ponownie zastosowała metodę uwalniania przeszłości. Zrozumiała, że czasami sprawy zachodzą tak daleko, że nie można już ich cofnąć. Życzyła więc mężowi wszystkiego najlepszego i pozwoliła mu odejść ze swej pamięci...


Przykład 2

Awersja do ludzi

    Mężczyzna, którego problem teraz opiszemy, zmagał się w swoim życiu z negatywnymi emocjami od kilkunastu lat. Bez problemu odkrył w sobie, że najwięcej tych emocji doświadcza wtedy, gdy pomyśli, zobaczy lub wyobrazi sobie, jacy ludzie są podli, jak bez powodu krzywdzą oni innych, często dla czystej tylko satysfakcji. Nie trudno było mu także dojść do tego, że ma to wszystko związek z jego doświadczeniami jeszcze z czasów dzieciństwa i młodości, bo w tej chwili, w życiu dorosłym, ma dobre relacje z innymi ludźmi, a nawet jest im życzliwy. Największy problem jest wtedy, gdy jest sam, wtedy zaraz pojawiają się te negatywne emocje i wyobrażenia względem innych ludzi, co destabilizuje jego psychikę.

    W dzieciństwie i młodości mężczyzna był dosyć zamknięty w sobie, nieśmiały, wręcz można by powiedzieć, że wyalienowany, gdyż mało interesowały go tematy, jakimi zajmowali się jego rówieśnicy (piłka nożna, samochody, palenie papierosów czy pierwszy kontakt z alkoholem) – nie czuł się jednym z nich i nie raz dawał temu wyraz, stając w kontrze do całej grupy. Nie miał także przyjaciół, bo nikt nie chciał się z nim kolegować, zresztą on sam tego nie chciał, bo nie chciał się kolegować z tak „prymitywnymi” osobami.

    Mężczyzna zrozumiał nawet to, że te wszystkie przykrości, jakie spotkały go w tamtym czasie ze strony innych, wynikały właśnie z tego dystansu, jaki wytworzył między sobą a innymi, że ludzie nie lubią odmieńców, kogoś, kto nie jest taki jak oni. Niestety, pomimo całej tej świadomości oraz zastosowania metody uwalniania przeszłości, poza bólem wynikłym z rozgrzebywania przeszłości, nie potrafił z tymi emocjami i wspomnieniami sobie poradzić. Były silniejsze od niego.

negatywne wspomnienia 2

 

    Przyglądając się przypadkowi naszego bohatera, jakże powszechnego wśród wielu ludzi, nie sposób nie docenić jego dużej pracy włożonej w rozpoznanie swojego problemu – i to rozpoznanie poprawne. Bariera jaka okazała się dla mężczyzny nie do przebicia polegała na żalu, który możemy zdefiniować słowami samego mężczyzny: „Czemu ludzie są tacy podli? Czemu mi dokuczali, wyśmiewali się, robili głupie kawały, skoro ja im nic nie robiłem. Nawet z nimi nie rozmawiałem, nie patrzyłem na nich, zupełnie nic. Trzymałem się z dala od nich. Czemu nie chcieli zostawić mnie w spokoju? Czemu ciągle wyżywali się na mnie?”.

    Problem mężczyzny nie leży więc w samych negatywnych doświadczeniach z rówieśnikami, tylko w tym poczuciu „dlaczego mi dokuczali, skoro ja nikomu nic nie robiłem?”. Jest w nim dość siły i determinacji, aby wybaczyć im ich gówniarskie wyczyny, ale nie ma to zupełnie wpływu na jego obecne negatywne emocje względem ludzi. Emocje te niszczą go każdego dnia i bardzo ograniczają jego życie. Chętnie na przykład poszedłby na jakiś koncert lub przedstawienie, ale potem te negatywne wyobrażenia na temat tego, jacy ludzie są podli, wszystko niszczą. Rodzi się w nim tyle negatywnych emocji względem ludzi, że w końcu rezygnuje z pójścia.

 

< Wstecz    1...4/5    Dalej >

 

 

 

Ciekawe artykuły:

 

    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.